czwartek, 12 lipca 2012

Boston


10 lipca dotarliśmy do Bostonu, który znałam z opowiadań Sławka. Trochę byliśmy przerażeni, bo okazało się, że jakimś cudem "automat" odwołał naszą rezerwację motelu (notabene już opłaconą), ale wszystko dobrze się skończyło i mieliśmy gdzie spać. Motel 6 oferował w porównaniu z hostelem w Toronto standard wysokiej klasy, tylko netu nie mieli dla gości, więc piszę tego posta będąc już po 1 dniu łażenia po Manhattanie ;)



Wyjście ze stacji Copley
Pierwszy dzień w Bostonie rozpoczęliśmy od oddania naszego "Roda Rumka Spojlera", który dzielnie nam służył przez 8 dni i od przeskoczenia na metro, które jest naprawdę fajnie rozwiązane. Pojechaliśmy na stację "Copley", znajdującą sie tuż przy przepięknej, ogromnej bibliotece bostońskiej, skąd spacerkiem przeszliśmy się pod Prudential Tower Boston, gdzie "windą" wdrapaliśmy się na taras widokowy :)







The Boston Public Library


Pod najwyższym budynkiem Bostonu

Widok z tarasu w Prudentialu

Stadion Red Sox Boston

Janek znalazł w końcu fajną brykę :)

Po podziwianiu naprawdę rewelacyjnego widoku na Boston z góry poszliśmy "w miasto". Zaczęliśmy od kościoła Świętej Trójcy, będącego po wieży drugim z cyklu "najważniejszy punkt w mieście".

Kościół Św. Trójcy

Fasada kościoła

Oczywiście w międzyczasie było moczenie nóg w fontannie przy kosciele

a potem spacer po Public Garden, gdzie stoi przepiękny  pomnik
Jerzego Waszyngtona i gdzie wiewiórki biegają całymi hordami nie
zważając na kręcących się wokół ludzi.


Kolejnym krokiem było "wstąpienie" na Freedom Trial, czyli 2,5 milową ścieżkę, oznaczoną czerwonym brukiem, prowadzącą przez 16 miejsc mających ogromne znaczenie historyczne dla Bostonu: muzea, miejsca   użyteczności publicznej, kościoły, cmentarze. Taka ścieżka to naprawdę rewelacyjny pomysł. Uważam, że bostończycy projektując ją wykonali kawał świetnej roboty. Ścieżkę można zwiedzać od począku do końća, bądź odwrotnie, a nawet od środka :)


Tak oznaczone jest każde z ważnych miejsc na Freedom Trail

Freedom Trial zaczyna się w Boston Common, czyli w ogromnym parku, sąsiadującym z Public Garden. Jego centrum stanowi niebywała atrakcja dla dzieci, czyli Frog Pond - żabia sadzawka, w której w wakacje mogą sie pluskać dzieciaki w wieku do 12 lat. O dziwo - pomimo tego, że ma ona głębokość może z 15 cm, to po obu jej brzegach siedzą ratownicy, a woda jest ... chlorowana! Nie mogliśmy przejść koło niej obojętnie, więc zrobiliśmy sobie półgodzinny postój na rzecz naszej dziatwy.








Niedaleko tej sadzawki znajduje się jeden w wielu pomników upamiętniających męstwo bostończyków, a obok niego ... mina morska z czasów I wojny światowej, która spodobała się zarówno dzieciom jak i nam :)


Potem poszliśmy pod dom Gubernatora...



a następnie między innymi do Park Street Church...


i do Fanauill Hall, który stanowił ważne miejsce w czasie Amerykańskiej Rewolucji



Gdy dotarliśmy na Quincy Market zaburczało nam w brzuchach, więc zjedliśmy przepychny Calm Chowder w fajnym chlebku, a następnie...



poszliśmy na dobre, lokalne piwo do The Black Rose.



Dzień 2 - cdn

niedziela, 8 lipca 2012

Ciekawostka


Czy zegar musi zawsze odmierzać minuty? Ten odmierza pływy :) Szalenie mi się podoba.

Lobster dinner

I nastał ostatni wieczór na Cape Cod. Dziś pogoda nie rozpieszczała nas słońcem, niebo zasnute było od rana i kropiło, ale było ciepło. Zaliczyliśmy więc ostatnie moczenie tyłków (w zasadzie to ja z dziećmi zaliczyłam, bo dla Sławka było za zmino), spakowaliśmy walizki i poszliśmy "w miasto". Mąż stwierdził, że zaprasza mnie na homara, bo to wstyd, żeby tu być i żadnego nie zjeść (sam je zażera na konferencjach Gordona hehe). No to się skusiłam...


sobota, 7 lipca 2012

Brudny ocean

Planując pobyt na Cape Cod mieliśmy na względzie frajdę dla dzieciaków: szerokie, piaszczyste plaże i czysty, piękny ocean. Jakim zaskoczeniem dla nas był fakt, że ocean może być brudniejszy od Bałytku! Nie ma lazurowej wody, w której można nieustannie nurkować , nie ma cudownych widoków z przejrzystą wodą w tle. To wszytsko zasługa pływów oceanicznych. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że wolimy pływać w czyściutkim Adriatyku :)







Hortensje i lilie

Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że Amerykanie lubią hortensje! Myślę, że jakieś 50% domów zdobią wielkie krzaki głównie w rzadko spotykanym u nas kolorze niebieskim. Uroczo wyglądają!!! Gdybym miała kiedyś maleńki domek na wsi na pewno byłby obsadzony hortensjami :)








Nasi gospodarze upodobali sobie za to lilie. Mają ich kilkanaście odmian, szkoda, że zdjęcia nie oddają ich urody :(












czwartek, 5 lipca 2012

Śladami latarników - Chatham, Estham, Provincetown

Korzystając z tego, że jeździliśmy po Cape Cod odwiedziliśmy kilka latarni morskich. Różnią się one bardzo od naszych, bałtyckich. Są z reguły białe, lub biało czerwone i są niskie. Zapytaliśmy latarnika w Estham, czemu są takie małe - zdziwił się bardzo, bo przecież są na klifach, więc widać je z daleka :)


Chatham


Eastham

Widok z okienka latarni w Eastham

Ilustracja pokazująca "migrację" latarni w Eastham
ze względu na erozję klifu

Sokół przy parkingu w Eastham

Poniżej znajduje się zdjęcie Trzech Sióstr, czyli 3 latarni, które kiedyś były ustawione na plaży Nauset w Eastham. Dopiero około 1920 zostały zastąpione obecną latarnią!! W życiu nie słyszałam o tym, że gdzieś na świecie stały w jednym miejscu latarnie w liczbie mnogiej. Podróże jednak kształcą... 



http://lighthouse.cc/nauset/history.html
Three sisters - zdjęcie archiwalne
Poniżej zdjęcie "kwadratowej" latarnii w P-town (czyli Provincetown). Niestety widzieliśmy ją tylko z daleka, w drodze na pokaz ogni sztucznych. 

Latarnia dla spostrzegawczych :) 

Z bliska wygląda tak, prawda, że ładnie?



Long Point Lighthouse